Jesień w wykonaniu Górnika Zabrze była niczym dobra, ale nierówna opowieść – pełna nadziei, momentów euforii i nagłych zwrotów akcji, które skutecznie studziły kibicowskie emocje. Trójkolorowi potrafili zachwycać intensywnością, organizacją gry i odwagą w starciach z ligową czołówką, by kilka tygodni później boleśnie zderzyć się z rzeczywistością w postaci kontuzji, wąskiej kadry i spadku formy. Runda jesienna nie przyniosła jeszcze odpowiedzi na pytanie, dokąd naprawdę zmierza ten projekt, ale dała wystarczająco dużo materiału, by ją rzetelnie podsumować.
Odważna rewolucja
Przed rozpoczęciem sezonu w Górniku Zabrze doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej. Zwolnionego tuż przed zakończeniem poprzednich rozgrywek Jana Urbana zastąpił Michał Gašparík – były piłkarz Trójkolorowych, a później szkoleniowiec Spartaka Trnava, z którym trzykrotnie sięgał po Puchar Słowacji. Słowak znany jest z dyscypliny taktycznej, gry defensywnej oraz znakomitego przygotowania fizycznego. Zatrudnienie Gasparika było jasnym sygnałem, że w bieżących rozgrywkach Górnik poważnie myśli o Pucharze Polski, czego nie ukrywano w klubowych gabinetach.
Zmiany objęły nie tylko ławkę trenerską, ale również skład zespołu. Z klubem pożegnali się m.in. Dominik Sarapata (FC Kopenhaga), Filip Majchrowicz (Radomiak), Michał Szromnik (Śląsk Wrocław), Aleksander Buksa (GKS Katowice) oraz Yosuke Furukawa (Júbilo Iwata). Co istotne, transfery przychodzące przeprowadzono bardzo sprawnie – trener Gašparík miał do dyspozycji kompletną kadrę jeszcze przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego.
Na papierze wzmocnienia wyglądały imponująco. Do Zabrza trafili m.in. Marcel Łubik, Tomasz Loska, Michal Sáček, Jarosław Kubicki, Maksymilian Pingot, Natan Dzięgielewski, Basien Donio, Teodoris Tsirigotis oraz Gabriel Barbosa. Łącznie w letnim okienku transferowym na Roosevelta 81 pojawiło się aż 14 nowych zawodników.
Udany start i rekord frekwencji
Inauguracyjny mecz sezonu Ekstraklasy rozegrano 20 lipca, a rywalem Górnika była Lechia Gdańsk. Zabrzanie byli zespołem wyraźnie lepszym i zwyciężyli 2:1. Spotkanie to zapisało się w historii klubu również z innego powodu – po raz pierwszy do częściowego użytku oddano nową, czwartą trybunę stadionu. Efekt? Rekord frekwencji – 24 890 widzów. Rekord, który przetrwał zaledwie miesiąc, ale o tym później. Było to również pierwsze od dawna zwycięstwo Górnika w meczu otwarcia sezonu.
Zaraz potem przyszedł czas na tradycyjnie trudny wyjazd do Gliwic i lokalne starcie z Piastem. Spotkanie rozegrano bez udziału kibiców Górnika, objętych zakazem wyjazdowym za zdemolowanie sektora gościu na stadionie przy Okrzei w końcówce poprzedniego sezonu. Mimo to Trójkolorowi wrócili z kompletem punktów – po błędzie bramkarza Piasta, który przepuścił niegroźny strzał Erika Janży.
Zadyszka i problemy ze skutecznością
Po imponującym starcie przyszło jednak wyhamowanie. Minimalną porażkę 1:2 z obrońcą tytułu Lechem Poznań na wyjeździe można było jeszcze zrozumieć, ale już przegrana 0:1 z beniaminkiem z Niecieczy na własnym stadionie bolała szczególnie. Tym bardziej że Górnik oddał w tym meczu aż 25 strzałów. Brakowało skuteczności, a nowe nabytki ofensywne nie spełniały oczekiwań.
Szukając rozwiązania, trener Gašparík zdecydował się na nieszablonowy ruch. W meczu z Pogonią Szczecin jako wysuniętego napastnika wystawił Sondre Lisetha – dotąd kojarzonego raczej ze środkowym pomocnikiem o zadaniach defensywnych. Eksperyment okazał się strzałem w dziesiątkę. Górnik rozgromił Pogoń na wyjeździe 3:0, a Liseth zdobył jedną z bramek. Do końca rundy waleczny Norweg uzbierał sześć trafień, stając się drugim najskuteczniejszym piłkarzem zespołu.
Można powiedzieć, że był to mecz założycielski Górnika w tym sezonie. Właśnie wtedy wyklarowała się podstawowa jedenastka, którą Gašparík – z niewielkimi korektami – wystawiał aż do końca rundy.
Złota jesień i fotel lidera
Kolejne spotkanie przyniosło kolejne zwycięstwo 3:0 – tym razem w śląskim klasyku z GKS Katowice. Był to mecz przyjaźni, a brak sektorów buforowych pozwolił ustanowić nowy rekord frekwencji – 28 236 widzów na stadionie przy Roosevelta. Jak się później okazało, był to również ostatni mecz w takiej atmosferze, ponieważ przyjaźń kibiców obu klubów niedawno dobiegła końca.
Po tych zwycięstwach Górnik wskoczył na pozycję wicelidera, ale znów zaliczył wpadkę u siebie – porażkę 0:1 z Motorem Lublin, mimo wyraźnej przewagi w grze. Mecz ten przesądził o losie Taofeeka Ismaheela. Nigeryjski skrzydłowy, jeden z najlepiej opłacanych piłkarzy w zespole, nie dostarczał liczb. Zapadła decyzja o wypożyczeniu go do Lecha Poznań, a w jego miejsce sprowadzono Maksyma Khlana – dynamicznego skrzydłowego z Ukrainy.
To, co nastąpiło później, było najlepszym okresem Górnika tej jesieni. Siedem kolejnych meczów bez porażki (pięć zwycięstw i dwa remisy na trudnych terenach w Kielcach i Krakowie) pozwoliło Trójkolorowym objąć prowadzenie w tabeli. Górnik wygrał m.in. z Rakowem w Częstochowie (1:0), Widzewem (3:2), Legią (3:1), Jagiellonią (2:1), a kulminacją formy było efektowne 5:1 z Arką Gdynia.
W tym okresie błyszczeli Liseth, Ousmane Sow oraz Patrick Hellebrand – generał środka pola. Dobra forma przełożyła się na wyróżnienia: Marcel Łubik zadebiutował w kadrze U-21, Hellebrand w reprezentacji Czech, Sow trafił na listę rezerwową Senegalu na Puchar Narodów Afryki, a Kryspin Szcześniak otrzymał powołanie do reprezentacji Polski.
„Zima nadeszła”
Niestety, wraz ze spadkiem temperatury forma Górnika również zaczęła topnieć. Kontuzje kluczowych zawodników (Josema, Janicki, Kubicki, Ambros) oraz spadek dyspozycji bramkarza Łubika obnażyły największy problem zespołu – wąską kadrę. Brak wartościowych zmienników sprawił, że końcówka rundy była katastrofalna. Cztery ostatnie mecze przyniosły zaledwie jeden punkt i bilans bramkowy 3:12.
Porażki z Zagłębiem Lubin (0:2), Radomiakiem (0:4) i Lechią Gdańsk (2:5) oraz remis z Wisłą Płock (1:1) były zimnym prysznicem. Na szczęście dla Górnika runda zakończyła się w idealnym momencie.
30 punktów po rundzie jesiennej dało Górnikowi drugie miejsce w tabeli – tuż za Wisłą Płock. Co ciekawe, identyczny dorobek punktowy Górnik miał rok wcześniej, ale wtedy wystarczało to jedynie na 6. miejsce. To najlepiej pokazuje, jak wyrównana stała się Ekstraklasa – raptem 11 oczek dzieli lidera od ostatniego zespołu.
Trofeum, na które czeka całe Zabrze
Równolegle Górnik dobrze spisywał się w Pucharze Polski, który od początku sezonu był jednym z priorytetów. Zabrzanie wyeliminowali rezerwy Legii (3:0), Arkę Gdynia (2:1) oraz Lechię Gdańsk (3:1). W ćwierćfinale czeka ich jednak bardzo trudne zadanie – wyjazdowy mecz z Lechem Poznań.
Istnieje jeszcze jeden, niezwykle istotny kontekst pucharowych ambicji Górnika. Lukas Podolski co prawda przedłużył kontrakt tylko do końca obecnego sezonu, jednak coraz wyraźniej widać, że 40-letni mistrz świata angażuje się dziś bardziej w sprawy organizacyjne klubu niż w wydarzenia boiskowe. Jego rola ewoluuje – z lidera na murawie w jedną z kluczowych postaci w klubowych gabinetach.
Niedawno Podolski nabył akcje Górnika Zabrze, a nowy prezydent miasta, Kamil Żbikowski, zapowiedział rychłe zakończenie procesu prywatyzacji klubu, w którym stroną kupującą jest firma należąca do niemieckiego piłkarza. Wszystko wskazuje więc na to, że Górnik stoi u progu nowej ery – nie tylko sportowej, ale również właścicielskiej i organizacyjnej.
W takim kontekście zdobycie Pucharu Polski miałoby wymiar wręcz symboliczny. Byłoby idealnym zwieńczeniem piłkarskiej obecności Lukasa Podolskiego w zabrzańskich barwach, a jednocześnie pięknym otwarciem nowego rozdziału w historii 14-krotnych mistrzów Polski. Trofeum, na które klub czeka od ponad trzech dekad, mogłoby stać się pomostem między przeszłością a przyszłością Górnika.
Bez marginesu błędu
Podsumowując – runda była udana, ale bez fajerwerków. Miejsce w tabeli jest nieco ponad stan i wynika także ze słabości rywali. Kluczowe będzie zimowe okienko transferowe: czy uda się zatrzymać Hellebranda i Sowa, wzmocnić ofensywę i defensywę oraz odbudować formę z jesieni.
Górnik wciąż niczego nie wygrał. Euforia może szybko zamienić się w rozczarowanie. Oby tym razem historia napisała jednak inny scenariusz.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.






Dodaj komentarz