Legia ze spektakularną porażką po przerwie! Nadzieje na przebłysk zanikają.

Legia ze spektakularną porażką po przerwie! Nadzieje na przebłysk zanikają.

Po dłuższej przerwie na boisko wrócili piłkarze Ekstraklasy. Legia Warszawa rozpoczęła rundę wiosenną od spotkania z Koroną Kielce. Debiut Marka Papszuna na stanowisku trenera napawał optymizmem kibiców stołecznej ekipy. Niestety, realia są niezaprzeczalne – przed Legią jeszcze dużo pracy, jeśli zależy jej na ucieczce ze strefy spadkowej.

Ostatniemu meczowi 19. Kolejki PKO BP Ekstraklasy towarzyszyła zimowa aura, ujemna temperatura oraz niezachwycający stan murawy. W tych ciężkich warunkach odbyło się wyczekiwane spotkanie Legii Warszawa oraz Korony Kielce. Inauguracja zakończyła się wynikiem 2:1 dla Korony Kielce.
 
Intensywność, organizacja i konsekwencja Korony doprowadziła do zasłużonego zwycięstwa.

Zawodnicy Korony Kielce, w przeciwieństwie do rywali, z pewnością mogą pozytywnie wspominać niedzielny wieczór na Łazienkowskiej 3. Już pierwszy celny strzał drużyny z Kielc w wykonaniu Mariusza Stępińskiego zaowocował golem, co było dopiero początkiem ich dobrej passy. Na szczególną pochwałę zasługuje bramkarz Korony – Xavier Dziekoński, który dokonał wspaniałej interwencji podczas karnego drużyny przeciwnej. W drugiej połowie ponownie zabłysł Stępiński, który w 61. minucie trafił do bramki, lecz ku niezadowoleniu kieleckich kibiców, trafienie nie zostało uznane z powodu spalonego. Zawodnik dość szybko zrekompensował sobie niezaliczoną bramkę i w ostatnich minutach meczu ustrzelił dublet. To właśnie ten ostatni gol zadecydował o końcowym wyniku meczu i najdobitniej uderzył w drużynę z Warszawy.
 
Miał być lekiem na kryzys – Marek Papszun w trenerskim debiucie z koszmaru.

Wiara w magiczne odrodzenie Legii Warszawa ulatywała z każdą minutą meczu. Pomimo optymistycznych sparingów drużyny ze stolicy, ich gra po przerwie przypominała dokładnie to samo, co było nam dane oglądać jesienią. Okazji do odratowania honoru nie brakowało – po faulu bramkarza Korony na Arkadiuszu Recy, sędzia zadecydował o karnym dla Legii. Rajović nie trafił, także po dobitce. Chaotyczna gra trwała w najlepsze, a nadzieje na odrobienie straty bramkowej w drugiej połowie gasły. Szansa nadeszła – 76. minuta przyniosła celny strzał ze strony Bartosza Kapustki. Remis był już prawie pewnym scenariuszem dla Legii, co przy grze na prezentowanym przez drużynę poziomie, można by nazwać sukcesem. Szczęścia i czujności zabrakło w ostatnich minutach meczu, gdy na rzecz Korony Kielce stracili kolejną bramkę, a tym samym gospodarze oraz ich debiutujący trener poczuli gorzki smak porażki.
 
Spadek z Ekstraklasy coraz bliżej – fakt, do którego należy się przyzwyczajać, czy przesadzony niepokój kibiców?

Po meczu Legia – Korona, drużyny znajdują się kolejno na 17. i 7. miejscu w tabeli. O ile kibice Korony mogą na ten moment spać spokojnie, Legioniści wciąż pozostają w niepewności. Pojawia się coraz więcej głosów o rzekomym powtórzeniu historii z 1936 roku, gdy Legia Warszawa zanotowała jedyny spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej. Trener Marek Papszun, odbierany jako powiew świeżości i symbol nowych zmian w zespole, jak na razie nie poprawił nastrojów wśród kibiców. Póki co, przed nami cała runda wiosenna, więc nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Legia Warszawa następną szansę na odbudowanie będzie miała już w sobotę 7 lutego o 14:45 w meczu z Arką Gdynią. Na następne starcie drużyny z Kielc również nie będzie trzeba długo czekać, gdyż zagra ona 6 lutego o 18.00 z Zagłębiem Lublin.
 

Legia Warszawa – Korona Kielce (1:2)
0:1 – Mariusz Stępiński (23’)
1:1 – Bartosz Kapustka (76’)
1:2 – Mariusz Stępiński (90’)
 
Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Kamil Piątkowski, Artur Jędrzejczyk (83′ Patryk Kun), Bartosz Kapustka (90+2′ Antonio Colak) – Petar Stojanović (56′ Rafał Augustyniak), Arkadiusz Reca, Juergen Elitim, Radovan Pankov – Wahan Biczachczjan (83′ Jakub Żewłakow), Mileta Rajović, Kacper Urbański (46′ Ermal Krasniqi).

Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Bartłomiej Smolarczyk, Konstantinos Sotiriou, Pau Resta – Hubert Zwoźny, Martin Remacle (64′ Simon Gustafson), Tamar Svetlin, Konrad Matuszewski – Wiktor Długosz, Patryk Stępiński, Antonin (64′ Dawid Błanik).

Sędziował: Patryk Gryckiewicz

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *