GKS Tychy to największe zaskoczenie bieżącego sezonu, niestety w negatywnym sensie. Pierwszoligowca nie odmienił Łukasz Piszczek, który wciąż czeka na pierwszą wygraną w roli szkoleniowca zielono-czarno-czerwonych.
W momencie, gdy Łukasz Piszczek obejmował GKS Tychy, wielu kibiców spodziewało się, że zielono-czarno-czerwoni zaczną piąć się w górę tabeli. Rzeczywistość okazała się brutalna – tyski zespół ugrzązł w strefie spadkowej, notując coraz gorsze rezultaty. Podopieczni 40-latka przegrali i dziś, grając – w teorii – z najsłabszym zespołem w lidze, czyli Górnikiem Łęczna.
Zwracając uwagę na przebieg meczu, jego końcowy rezultat nie dziwi. Podopieczni Łukasza Piszczka mieli problem ze stwarzaniem sobie sytuacji, o ich finalizacji można zapomnieć. Oprócz tego widać było braki motoryczne, przez które goście przegrywali wiele pojedynków – zarówno szybkościowych, jak i siłowych. Jeden z nich mógł spowodować stratę gola. Mowa o sytuacji z dwudziestej pierwszej minuty, gdy Patryk Paryzek bezpardonowo przepchnął jednego z obrońców. Na szczęście przyjezdnych, 20-latek nie umieścił piłki w siatce. Kwadrans później, zielono-czarni dopięli swego. Po dośrodkowaniu Adama Dei i zgraniu Fryderyka Janaszka, futbolówkę z najmniejszej odległości wpakował Luka Guček.
W drugiej części spotkania, gra zielono-czarno-czerwonych wyglądała lepiej. Nie wystarczyło to jednak, by zdobyć bramkę, a co za tym idzie – wyrównać rezultat spotkania. Tyszanie spadli na siedemnastą pozycję w tabeli. Gospodarze plasują się na szesnastej lokacie, która również nie gwarantuje utrzymania. W walce o pierwszoligowy byt, lepiej prezentuje się sytuacja zielono-czarnych – to oni będą „na fali” po dzisiejszym zwycięstwie. Zaś ich bezpośredni rywal, przedłużył serię spotkań bez wygranej do szesnastu.
Górnik Łęczna odnotował pierwsze zwycięstwo od piątego października. Zdjęcie: Adam Walczak.
„Od sześćdziesiątej minuty zareagowaliśmy, wprowadziliśmy ofensywnych zawodników, później jeszcze Daniego Sandovala. Mieliśmy z tego dużo sytuacji pod polem karnym, ale niestety bramka dla nas nie wpadła. Mieliśmy szczęście, że Górnik Łęczna po kontrataku nie podwyższył prowadzenia. To dla nas trudna sytuacja, ale musimy się z tego otrząsnąć i dać więcej, niż daliśmy dziś w pierwszej połowie” – skomentował Łukasz Piszczek. „Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo ciekawa. W drugiej połowie, tyski zespół na pewno nas docisnął” – ocenił dzisiejsze spotkanie trener Górnika Łęczna, Jurij Szatałow.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.








Dodaj komentarz