Prywatyzacja albo upadek. Miasto Zabrze bez planu awaryjnego na Górnika

Prywatyzacja albo upadek. Miasto Zabrze bez planu awaryjnego na Górnika

Po ostatnich ostrych wpisach Lukasa Podolskiego w mediach społecznościowych już nikt nie wierzy w szybki finał prywatyzacji Górnika Zabrze. Miasto postawiło wszystko na jedną kartę nie mając w zanadrzu żadnego planu awaryjnego na wypadek fiaska negocjacji. Jeśli rozmowy z legendą reprezentacji Niemiec runą, klub może znaleźć się w dramatycznej sytuacji.

Zabrze tonie w długach. Miasto jest de facto bankrutem, z zadłużeniem przekraczającym miliard złotych. Jedyną strategią na wyjście z kryzysu wydaje się radykalne cięcie wydatków. Od kilku sezonów w budżecie nie ma funduszy na bieżące wsparcie Górnika – wszelkie środki kierowane do klubu służą wyłącznie spłacie historycznych zobowiązań. Klub utrzymuje się obecnie na powierzchni głównie dzięki sprytnej polityce transferowej – sprowadzaniu utalentowanych graczy za niewielkie pieniądze, ich promocji i sprzedaży z zyskiem. W ostatnich latach hity transferowe, takie jak Yokota, Ennali, Sarapata czy Ousmane Sow, pozwoliły złapać finansowy oddech.

Za ten model odpowiada przede wszystkim dyrektor sportowy Łukasz Milik – mistrz w wyszukiwaniu perełek za grosze i ich monetyzacji. Kluczowe role odgrywają też członkowie zarządu: Michał Siara, który zrewolucjonizował marketing i uczynił mecze Górnika prawdziwym widowiskiem, przyciągającym tłumy kibiców, oraz dr Bartłomiej Gabryś, ekspert od finansów, który znacząco zredukował długi klubu. Siara ma bogate doświadczenie wyniesione z Rakowa Częstochowa. Dr Gabryś to wybitny fachowiec w swojej dziedzinie i wykładowca akademicki z zakresu ekonomii.

Kontrakty obu Panom kończą się w lipcu 2026 roku, a miasto nie prowadzi z nimi rozmów o przedłużeniu, zakładając rychłą prywatyzację. Jeśli negocjacje upadną lub się przedłużą, Siara i Gabryś szybko znajdą nowe oferty w Ekstraklasie – ich praca jest powszechnie doceniana. Na ich miejsce przyjdą prawdopodobnie nominaci z urzędu miasta, którzy nie będą już tak kompetentni w zarządzaniu klubem piłkarskim. To oznacza gotowy przepis na powrót do dawnych, mrocznych czasów stagnacji.

Co czeka Górnika, gdy zabraknie zawodników do sprzedaży? Czy poradzi sobie na rynku transferowym równie dobrze bez Łukasza Milika? Co będzie jak przyjdzie sezon, gdy nie pojawi się żaden talent? Skąd klub weźmie środki na przetrwanie?

Negocjacje w martwym punkcie. Rosnąca irytacja

Proces prywatyzacji Górnika ciągnie się w nieskończoność, mimo wielokrotnych zapewnień władz Zabrza o bliskim finale. Prezydent Żbikowski jeszcze w styczniu 2026 roku obiecywał zakończenie w pierwszym kwartale, ale rzeczywistość jest inna. Podolski nie ukrywa frustracji, w zeszłym tygodniu na swoich social mediach opublikował ostry wpis:

„Mam wrażenie, że to znów zmierza donikąd”.

Podobnie wypowiadają się współpracownicy – Michał Siara mówi o zmęczeniu Podolskiego przedłużającymi się rozmowami, a Łukasz Milik podkreśla jego chęć do działania i rozwijania klubu.

Inni inwestorzy, jak Zarys-Tabapol, wycofali się, zostawiając Podolskiego jako jedynego chętnego. Mimo tego, w grudniu 2025 roku Podolski wykupił 8,3% akcji od Allianz, stając się drugim co do wielkości akcjonariuszem. Jak napisał na X:

„Dla mnie liczą się czyny, nie słowa – dlatego przejąłem akcje. Walczymy dalej o prywatyzację!”.

Brak alternatyw

Poprzednia prezydent Zabrza, Małgorzata Mańka-Szulik, uratowała Górnika przed upadłością, gdy przed laty miasto wykupiło obligacje i przejęło kontrolę nad klubem, by uniknąć bankructwa. Kosztowało to jednak potężne obciążenie miejskiego budżetu – na przestrzeni lat setki milionów złotych z kasy podatników poszły na ratowanie i utrzymanie „Trójkolorowych”. Obecny prezydent Kamil Żbikowski nie ma już takiego komfortu. Zadłużenie Zabrza jest gigantyczne, a miasto musi radykalnie ciąć wydatki i spłacać stare zobowiązania. Zabrze ma dziś znacznie większe problemy niż klub piłkarski – mieszkańcy, choć kochają Górnika całym sercem, mają dość ciągłego dosypywania pieniędzy z ich podatków do spółki, która powinna stać na własnych nogach.

Z drugiej strony nikt w Zabrzu nie wyobraża sobie scenariusza, w którym Górnik spada do niższych lig albo – co gorsza – ogłasza upadłość. To byłoby nie tylko sportowym dramatem, ale i ciosem w tożsamość miasta. Właśnie w takiej patowej sytuacji pojawił się Lukas Podolski – człowiek, który chce zabrać ten ciężar z barków miasta i wziąć go na siebie. Można powiedzieć, że spadł Zabrzu z nieba – ikona, która przyciąga sponsorów, kibiców i uwagę mediów. Ale zamiast umożliwić mu jak najszybciej przejęcie klubu, rozmowy ciągną się już ponad półtora roku – w atmosferze frustracji, opóźnień i wzajemnych pretensji.

Uwzględniając ogromne zadłużenie miasta, prywatyzacja jawi się jako jedyne koło ratunkowe. Bez planu B, niepowodzenie rozmów z Podolskim może pogrążyć klub. Jak zauważa ekspert Piotr Koźmiński:

„Podolski bez Górnika da radę, ale Górnik bez Podolskiego to raczej wegetacja niż rozwój”.

Model oparty na transferach jest niestabilny – bez kolejnych hitów i z odejściem kluczowych menedżerów po 2026 roku, klub może wpaść w kryzys, co w konsekwencji może doprowadzić do spadku z Ekstraklasy. Brzmi znajomo, prawda?

Miasto powinno przemyśleć, czy żądana cena nie jest zbyt wysoka, uwzględniając koszty potencjalnego bailoutu. Prezydent podkreśla, że wartość klubu przewyższa jego zadłużenie, ale nie bierze pod uwagę, że ta wartość zależy w głównej mierze od jedynego potencjalnego kupca. Podolski stał się więc ofiarą własnego sukcesu. To przecież on od miesięcy jako doradca zarządu pomógł poukładać klub i wyprowadzić go na prostą po wielu latach stagnacji.

Jak Górnik poradzi sobie bez Podolskiego, który przyciąga sponsorów jak magnes i ułatwia negocjacje transferowe? Główną barierą prywatyzacji jest, jak się wydaje, wygórowana cena narzucona przez miasto. Czy w kalkulacjach uwzględniono koszty ewentualnego ratowania klubu po fiasku rozmów?

Czas na konkretne kroki

Prywatyzacja Górnika to nie tylko transakcja, ale sprawa emocjonalna dla fanów 14-krotnego mistrza Polski.  Podolski oferuje wizję odrodzenia, ale miasto musi wreszcie działać. Jeśli negocjacje nie ruszą z miejsca, Zabrze straci nie tylko inwestora, ale i szansę na przyszłość. Granica cierpliwości Podolskiego została przekroczona – teraz albo nigdy.

Tym bardziej, że konkurencja w Ekstraklasie rośnie w siłę w zawrotnym tempie. Widzew Łódź zyskał potężnego sponsora strategicznego (Newport by Panattoni) i w zimowym okienku wydał więcej pieniędzy niż cała La Liga razem wzięta. Pogoń Szczecin coraz śmielej poczyna sobie na rynku transferowym, regularnie wzmacniając skład o głośne nazwiska. Raków Częstochowa również sprowadza zawodników z ciekawym CV. Legia Warszawa z Markiem Papszunem na ławce szykuje się do odrabiania strat. Piekielnie mocna Jagiellonia Białystok pozostaje w gronie faworytów do tytułu dzięki solidnej bazie i dużym wpływom z poprzednich okienek.

Nasza liga wkracza właśnie w etap, którego nie można przegapić – pociąg odjeżdża, a Górnik Zabrze nie może zostać na stacji. Ekstraklasa rośnie w siłę i coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym mistrz Polski będzie miał realną szansę na gwarantowaną grę w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a co za tym idzie – olbrzymie pieniądze, prestiż i możliwość prawdziwego rozwoju.

Bez prywatyzacji i stabilnego właściciela Górnik ryzykuje, że zostanie w tyle na lata, podczas gdy rywale będą budować potęgę. Czas ucieka – decyzja musi zapaść teraz.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *