Remis przy Bukowej. Legia z niechlubnym rekordem, kibice gospodarzy na medal.

Remis przy Bukowej. Legia z niechlubnym rekordem, kibice gospodarzy na medal.

Katowice tego dnia nie spały. Policyjne kordony i pełna mobilizacja służb przypominały, że to nie jest zwykły mecz. „Gieksa” czuła wiatr w żaglach po ograniu napompowanego pieniędzmi Widzewa i chciała po raz trzeci zapisać na swoje konto komplet punktów. Legia przyjechała z zupełnie innym nastawieniem – z niepokojem, presją i coraz wyraźniejszym widmem spadku. Jedni grali o podtrzymanie świetnej passy, drudzy o uniknięcie wstydu. W takich okolicznościach futbol rzadko bywa spokojny.

Początek należał do gości. Drużyna Marka Papszuna wyglądała konkretniej, po prostu piłkarsko lepiej. Legia kreowała i spychała gospodarzy do defensywy. Już na początku spotkania po udanym zwodzie i dośrodkowaniu Krasniqiego piłkę do siatki mógł skierować Patryk Kun. Aż wreszcie stało się coś, czego mało kto się spodziewał – po świetnej wrzutce wspomnianego Kuna (tak, wrzutce Patryka Kuna) piłkę głową do siatki skierował Vahan Biczachczjan. Blisko był także bohater z meczu w Gdyni, Antonio Colak. Po nieodpowiedzialnym wybiciu Maartena Kuuska znalazł się w znakomitej sytuacji, jednak uderzył niecelnie. To była kolejna okazja, która powinna skończyć się golem – zamiast tego pozostał niedosyt.

Z tyłu zdecydowanie nie było już tak kolorowo. Legia kilka razy sama sobie wkładała kij w szprychy – błędy w rozegraniu na własnej połowie, gapiostwo w obronie, straty tuż przy polu karnym sprawiały, że to napędzało GKS. Po jednej z takich akcji desperacko piłkę blokował Piątkowski po uderzeniu Nowaka. W dodatku fatalny błąd Steve’a Kapuadiego mógł skończyć się golem dla gospodarzy. Na szczęście dla Legii, uderzenie było tak nieporadne, że Shkuryn nawet nie trafił w piłkę. Białorusin co prawda domagał się faulu, ale w tej sytuacji wszystko działo się w granicach przepisów. Chociaż trzeba przyznać, że Kacper Tobiasz był bardzo blisko jej przekroczenia.

W 34. minucie boisko opuścił Lukas Klemenz, najlepszy zawodnik z meczu przeciwko Widzewowi, zmuszony do zejścia z powodu kontuzji. Na razie nie wiadomo, jak poważne są skutki urazu.

Przy Bukowej tego wieczoru był prawdziwy kocioł. Fantastyczna atmosfera i nieustanny doping 13 000 kibiców poniosły podopiecznych trenera Rafała Góraka, co zaowocowało ich odpowiedzią pod koniec pierwszej połowy. Podobnie jak w Łodzi, po stałym fragmencie gry Bartosz Nowak posłał świetne dośrodkowanie, a Borja Galán skutecznie zamienił je na gola, perfekcyjnie wchodząc między linie obrony. Okrzyki radości Areny Katowice po golu na 1-1 było słychać aż w Warszawie.

Bramka gospodarzy zdecydowanie podcięła Legii skrzydła, a druga połowa wyglądała, jakby drużyna Papszuna została w szatni. Dobre intencje zniknęły razem z kreatywnością i jakimkolwiek pomysłem na grę, a na boisku znów pojawiły się demony, które niestety od początku sezonu jesteśmy zmuszeni obserwować. Za to GKS, choć również nie imponował grą, miał swoje okazje. Po słabym zachowaniu obrony Legii lepiej mógł się zachować Czerwiński, lecz jego mocny strzał poleciał w trybuny. Również Borja Galan, strzelec pierwszego gola dla „Gieksy”, mógł się pokusić o dublet, ale i on spudłował. 

Pod koniec Legia dodatkowo mogła wpaść w poważne kłopoty. Damian Sylwestrzak wyciągnął żółtą kartkę dla Radovana Pankova za ostre wejście wyprostowaną nogą w Bartosza Nowaka. Czerwona kartka byłaby tutaj jak najbardziej uzasadniona ale VAR po dłuższej analizie nie zdecydował się zmienić decyzji – obrońca pozostał na boisku. Nie uchroniło go to jednak przed skutkami: to była jego czwarta żółta kartka co oznacza, że w kolejnym meczu z Wisłą Płock będzie zmuszony odpocząć. 

– Nie możemy złożyć tej defensywy tak, żeby dała stabilizację. Trzeci mecz i trzecia konfiguracja, a za tydzień będzie kolejna, bo Pankov zobaczył 4. żółtą kartkę. Ta droga będzie ciernista, ale walczymy i wierzę, że punkt po punkcie ten cel osiągniemy – mówi trener Legii, Marek Papszun, na pomeczowej konferencji.

Remis dla GKS-u Katowice nie zmienia wiele, utrzymują 10. miejsce i mogą spokojnie piąć się w górę tabeli. Dla Legii natomiast oznacza to zapis na kartach tej niechlubnej historii klubu. To już 12. kolejny mecz bez zwycięstwa w Ekstraklasie co ustanawia nowy rekord nieśmiertelny od 60 lat. Ostatni triumf w lidze stołeczny klub odnotował we wrześniu. Obecnie wciąż pozostają w strefie spadkowej, a najczarniejszy scenariusz staje się coraz bardziej realny.

GKS Katowice – Legia Warszawa (1-1)

  • GKS Katowice: Rafał Strączek – Alan Czerwiński (86′ Konrad Gruszkowski), Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz (34′ Marten Kuusk) – Marcin Wasielewski, Mateusz Kowalczyk, Sebastian Milewski, Borja Galan – Mateusz Wdowiak (68′ Eman Marković), Ilja Szkurin (46′ Adam Zrelak), Bartosz Nowak.
  • Legia Warszawa: Kacper Tobiasz – Kamil Piątkowski, Radovan Pankov, Steve Kapuadi (89′ Jan Leszczyński) – Ermal Krasniqi, Bartosz Kapustka (89′ Wojciech Urbański), Damian Szymański, Patryk Kun – Wahan Biczachczjan (77′ Jakub Żewłakow), Antonio Colak (59′ Mileta Rajovic), Kacper Urbański (59′ Kacper Chodyna).

Top 3 zawodników meczu wg punktacji Fantasy Ekstraklasa

  • 1. Borja Galan (GKS Katowice) – 8 pkt.
  • 2. Vahan Biczachczjan (Legia Warszawa)  – 7 pkt.
  • 3. Patryk Kun (Legia Warszawa) – 6 pkt. 

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *