W wielu europejskich krajach Superpuchar jest prestiżowym otwarciem nowego sezonu i trofeum, które chcą zdobyć najlepsi. W Polsce od lat ma problem z wizerunkiem. Kolejne zmiany terminów, organizacyjny chaos oraz zamieszanie wokół miejsca rozgrywanego spotkania sprawiły, że zamiast sportowych emocji więcej mówiło się o problemach z organizacją niż o samym spotkaniu.
Od lat Superpuchar Polski rozgrywano w terminie kolidującym z eliminacjami do Ligi Mistrzów. Dla mistrza kraju priorytetem była walka o awans do europejskich pucharów, dlatego mecze o Superpuchar często schodziły na dalszy plan. Trenerzy wystawiali rezerwowe składy, a samo trofeum traciło na znaczeniu.
Dobrze pokazuje to przykład Legii Warszawa. W poprzedniej dekadzie stołeczny klub czterokrotnie zdobył mistrzostwo Polski, jednak jako mistrz za każdym razem przegrywał mecz o Superpuchar. Paradoksalnie trofeum udało mu się wywalczyć dopiero jako zdobywcy Pucharu Polski. Mimo że Legia regularnie rywalizowała wówczas w Lidze Mistrzów lub Lidze Europy i dominowała w Ekstraklasie, w meczach o Superpuchar notowała zaskakujące wpadki, m.in. z Arką Gdynia.
Tegoroczne problemy z Superpucharem Polski rozpoczęły się od pomysłu PZPN, który bardzo chciał zorganizować finał na stadionie we Wrocławiu. Obiekt ten od kilku miesięcy jest mocno promowany przez związek jako jedno z najważniejszych miejsc dla polskiej piłki. Niedawno reprezentacja Polski rozegrała tam towarzyskie spotkanie z Ukrainą.
Sam pomysł wzbudził jednak sporo kontrowersji. Zamiast skupić się na sportowej rywalizacji, po raz kolejny więcej uwagi poświęcano kwestiom organizacyjnym. Ostatecznie oba kluby nie zaakceptowały tego rozwiązania i zdecydowano, że Superpuchar odbędzie się w Poznaniu.
Lech, jako mistrz Polski, rozegrał spotkanie na własnym stadionie, zgodnie z zasadą obowiązującą w poprzednich latach. Próba przeniesienia meczu do Wrocławia pokazała jednak, że problem Superpucharu nie dotyczy wyłącznie samego trofeum, ale także sposobu, w jaki jest ono organizowane i promowane. Zamiast budować prestiż rozgrywek, kolejne decyzje często sprawiają wrażenie, jakby sam Superpuchar był traktowany drugoplanowo.
Sytuację bezpośrednio przed meczem dodatkowo podgrzał prezes PZPN. Dzień przed finałem w mediach pojawiły się informacje, że Cezary Kulesza może nie pojawić się na spotkaniu o STS Superpuchar Polski. Powodem miało być zaproszenie od prezydenta FIFA na finał mistrzostw świata. Nie byłby to jednak pierwszy raz, gdy prezes związku postawił obowiązki międzynarodowe ponad krajowym wydarzeniem. Kilka miesięcy wcześniej nie pojawił się na finale Pucharu Polski, tłumacząc swoją nieobecność opóźnieniami w podróży powrotnej z Kongresu FIFA w Vancouver.
W ciągu zaledwie trzech miesięcy dwukrotnie pojawiło się więc wrażenie, że szef PZPN większą wagę przykłada do wydarzeń organizowanych przez FIFA niż do najważniejszych krajowych rozgrywek, za które jego związek odpowiada, Pucharu Polski oraz Superpucharu Polski.
Kibice nie pozostawili prezesowi PZPN dłużni i przed spotkaniem wywiesili oprawę, która była bezpośrednim uderzeniem w Cezarego Kuleszę. Na grafice przedstawiono szefa związku, a obok znalazło się hasło „Łączy was wóda” – nawiązujące do afery, w której Kulesza miał uczestniczyć w spotkaniu z politykami przy alkoholu, według medialnych doniesień. Hasło jest oczywistą grą słów z oficjalnym sloganem federacji „Łączy nas piłka”. Kibice wykorzystali tę zmianę, aby przypomnieć o kontrowersjach wokół prezesa PZPN, a także zwrócić uwagę na fakt, że podczas jednego z najważniejszych meczów sezonu dla polskich klubów, organizowanego przez jego własny związek, zabrakło go na trybunach.
Jedną z organizacyjnych wpadek podczas meczu miała być również minuta ciszy poświęcona dwóm zmarłym kibicom Lecha. Kacper Chojnacki, młody dziennikarz, który komentował spotkanie prosto ze stadionu przy Bułgarskiej, w bardzo ostrych słowach skrytykował sposób organizacji tego momentu. Jego zdaniem kolejna sytuacja pokazała problemy organizacyjne towarzyszące tegorocznemu Superpucharowi Polski.
Chciałem tylko pogratulować kibicom Lecha, że zorganizowali oprawę lepiej, niż PZPN każdy aspekt tego meczu. Przedmeczowa minuta ciszy – to jak się odbyła – to jest skandal, to jest absurd. Przecież w okręgówce poziom organizacji jest wyższy, wyszło to żałośnie. #LPOGÓR
— Kacper Chojnacki (@Kacper_Chojnas) July 16, 2026
Jedną z kontrowersji wokół tegorocznego Superpucharu Polski był brak jakiejkolwiek nagrody finansowej dla zwycięzcy trofeum. PZPN informował wcześniej, że gdyby mecz odbył się we Wrocławiu, triumfator otrzymałby 500 tysięcy złotych, a przegrany 200 tysięcy złotych. Ostatecznie, po przeniesieniu spotkania na stadion przy Bułgarskiej, żadna ze stron nie otrzymała finansowej premii, a Lechowi pozostało jedynie zdobyte trofeum. Paradoksalnie, gdyby Superpuchar zdobył Górnik Zabrze, drużyna wróciłaby do domu jedynie z pamiątkowym pucharem, bez żadnej nagrody pieniężnej. Jednocześnie Lech jako gospodarz mógłby zarobić na sprzedaży biletów, nawet w przypadku porażki.
Taka sytuacja pokazuje, że Superpuchar Polski zamiast zyskiwać na znaczeniu, z roku na rok mierzy się z kolejnymi problemami, a część decyzji organizacyjnych federacji tylko pogłębia wrażenie chaosu wokół tych rozgrywek.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz