Jesteśmy już po bardzo emocjonującej „Świętej Wojnie” w Radomiu. To Korona Kielce okazała się lepsza od Radomiaka Radom i wygrała to spotkanie 2:0. Mecz od samego początku zapowiadał się wyjątkowo gorąco — nie tylko ze względu na boiskową rywalizację, ale także wydarzenia towarzyszące.
O samym spotkaniu było głośno już od 5 lutego 2026 roku, kiedy Radomiak wydał komunikat o braku możliwości przyjazdu kibiców Korony na ten mecz. Decyzja ta bardzo zasmuciła fanów obu drużyn i dolała oliwy do ognia przed derbowym starciem.
Dzień później, w meczu Korony Kielce z Zagłębie Lubin, kontuzji doznał Pau Resta, a zespół z Kielc przegrał spotkanie 1:2. Ogromny pech towarzyszył Koronie przez cały tydzień, ponieważ po ponownym rozpatrzeniu wniosku komisja ligi podtrzymała swoją decyzję, nie wpuszczając kibiców gości.
Mecz w Radomiu wypadł w piątek 13., co dla przesądnych kibiców mogło zwiastować kłopoty. Tym razem jednak „pech” przeniósł się na stronę gospodarzy. Mimo całkowitej dominacji i aż 73-procentowego posiadania piłki przez Radomiaka, to Scyzory wywiozły z Radomia komplet trzech punktów.
Bramkarz Korony oraz linia defensywna zaprezentowali się znakomicie, skutecznie odpierając kolejne ataki gospodarzy. Kielczanie pokazali dojrzałość taktyczną i zimną krew, dzięki czemu z trudnego terenu wracają w świetnych nastrojach.
Pierwsza połowa wyglądała dobrze dla Korony, a źle dla Radomiaka. Zgodnie z zapowiedziami, szybko strzelona bramka pomogła kielczanom w realizacji planu taktycznego. Wynik spotkania już w 9. minucie otworzył Wiktor Długosz i Korona prowadziła 1:0. Radomiak robił to, co Korona przez cały mecz z Zagłębiem Lubin, czyli napierał na przeciwnika, a Luquinhas oddał groźny strzał w bramkę, trafiając piłką w górne obramowanie.
Mecz toczył się na warunkach Radomiaka, a Korona skutecznie się broniła. W 32. minucie Konrad Matuszewski wyrzucił piłkę z autu, ta trafiła na głowę Konstantinosa Sotiriou, który zgrał futbolówkę prosto pod nogi Marcela Pięczka. Obrońca Korony bez wahania wykorzystał okazję i w Radomiu było już 2:0 dla kielczan. Pod koniec pierwszej połowy Wiktor Długosz wychodził sam na sam w polu karnym, jednak skuteczny wślizg Kingue pozwolił Radomiakowi pozostać jeszcze w grze.
Warto wyróżnić bramkarza Korony, który już po pierwszej połowie mógłby być uznany za zdecydowanie najlepszego zawodnika meczu.
Druga połowa to kontynuacja ataków Radomiaka. Wszystko, co wpadało w pole karne Korony, było jednak wybijane przez obrońców, a gdy piłka zmierzała w światło bramki, na posterunku stał Xavier Dziekoński. W defensywie kielczan bardzo dobrze zaprezentował się Sotiriou, a Hubert Zwoźny potwierdził, że rośnie na solidnego zawodnika pierwszego składu.
Radomiak miał wiele dogodnych sytuacji, jednak nic nie chciało wpaść do bramki. Jeśli zespół z Radomia będzie prezentował taką grę w kolejnych spotkaniach, to mimo porażki może patrzeć w przyszłość z optymizmem. Dobra gra kończyła się jednak najczęściej na podaniu w pole karne, gdzie bezbłędnie spisywała się defensywa Korony Kielce.
Po zakończeniu spotkania doszło do sporego zamieszania, po którym czerwoną kartką ukarany został jeden z piłkarzy Radomiaka.
Radomiak utrzymał swoją pozycję w ligowej tabeli mimo porażki w derbach, natomiast Korona awansowała o dwa miejsca. W następnym spotkaniu Radomiak zmierzy się na wyjeździe z Jagiellonia Białystok, natomiast Korona u siebie podejmie Lech Poznań.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz