Bez tych dwóch elementów układanka Gasparika nie jest kompletna

Bez tych dwóch elementów układanka Gasparika nie jest kompletna

W futbolu drobne zmiany potrafią wywrócić cały porządek. W Zabrzu od miesięcy widać, jak wiele zależy od obecności konkretnych elementów w centrum boiska. Gdy duet środkowych pomocników wychodzi razem od pierwszej minuty, Górnik jest zespołem uporządkowanym, pewnym siebie i skutecznym. Gdy któregoś brakuje – cała konstrukcja zaczyna się chwiać.

To nie publicystyczna teza ani wrażenie z trybun przy Roosevelta. To liczby.

 

Bolesna matematyka, czyli 2.13 ≠ 0.20

W obecnym sezonie ligowym Górnik Zabrze aż 15 razy zaczynał spotkanie z Jarosławem Kubickim i Patrikiem Hellebrandem w podstawowym składzie. Bilans? 10 zwycięstw, 2 remisy i tylko 3 porażki. 32 zdobyte punkty, czyli średnio 2.13/mecz.

To tempo drużyny, która realnie może myśleć o górnej połowie tabeli, a nawet czymś więcej. Gdy obaj wychodzą od pierwszej minuty – Górnik jest drużyną z górnej półki.

Wystarczy jednak, że jeden z nich wypada ze składu…

Na szczęście dla ekipy z Górnego Śląska, było zaledwie pięć takich spotkań w obecnym sezonie. Ich bilans jest jednak brutalny: zero wygranych, jeden remis, cztery porażki. Jeden zdobyty punkt. Zaledwie 0.20/mecz.

To nie wahanie formy. To zupełnie inna drużyna.

 

Od euforii do męczarni

Do 15. kolejki wszystko funkcjonowało niemal idealnie. Duet Hellebrand–Kubicki zaczynał każdy mecz w podstawie, środek pola kontrolował tempo, pressing był zsynchronizowany, a Górnik wyglądał na zespół świadomy swojej tożsamości i konsekwentnie realizujący plan trenera Gasparika.

Prawdziwy rozpęd zaczął się od wyjazdowego zwycięstwa z Pogonią Szczecin (3:0) w kolejce numer 5. To był moment przełomowy – sygnał, że zabrzanie potrafią nie tylko punktować, ale i dominować na trudnym terenie. Od tamtego spotkania Górnik wszedł na wysoki poziom regularności. W dziesięciu ligowych meczach wywalczył aż 23 z 30 możliwych punktów i wskoczył na fotel lidera. Zespół grał odważnie, intensywnie, a przede wszystkim skutecznie.

Wisienką na torcie był pokaz siły przy Roosevelta – rozbicie beniaminka z Gdyni aż 5:1. To był mecz, w którym wszystko się zgadzało. Dynamika, konkret pod bramką, pewność siebie. Górnik nie tylko wygrywał – on imponował.

Pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy przyszedł w meczu z Zagłębiem Lubin (0:2), gdy Hellebrand pauzował za nadmiar żółtych kartek. Brak jednego z filarów i natychmiastowa utrata kontroli.

Wcześniej również zdarzały się przegrane mecze (z Motorem, Termaliką oraz Lechem), jednak tamte porażki na tle postawy Trójkolorowych w Lubinie wyglądały bardziej jak klasyczny „wypadek przy pracy”.

To właśnie mecz z Zagłębiem uruchomił lawinę niepowodzeń. Hellebrand co prawda wrócił po odbyciu kary za żółte kartki, ale w tym samym czasie pechowy uraz wykluczył Kubickiego na kilka tygodni. Kibice z niepokojem oglądali kolejne spotkania, w których zabrzanie tracili równowagę. Coraz mniej intensywności, coraz więcej przestrzeni zostawianej rywalom, wyraźne problemy z budowaniem akcji. Kulminacją były bolesne porażki z Lechią Gdańsk (2:5) i Radomiakiem Radom (0:4).

 

Transferowa odpowiedź

W klubie wyraźnie dostrzeżono, gdzie tkwi problem. Zimowe okienko transferowe nie było przypadkowe – środek pola został wzmocniony konkretnie i świadomie. Do Górnika dołączyło dwóch doświadczonych pomocników: Lukas Sadilek ze Sparty Praga oraz Michał Rakoczy z Cracovii.

To ruchy, które miały dać trenerowi większą elastyczność i przede wszystkim zabezpieczyć zespół na wypadek kolejnych absencji. Bo jesień pokazała jednoznacznie – gdy fundament w centrum boiska pęka, cała konstrukcja zaczyna się chwiać. Nowe twarze mają sprawić, by tym razem nawet brak jednego z kluczowych ogniw nie oznaczał natychmiastowego załamania.

Na papierze wygląda to imponująco – to gracze z bogatym doświadczeniem w ligowych i europejskich rozgrywkach. Ale warto zaznaczyć, że obaj mają za sobą cięższy okres z ograniczoną liczbą minut na boisku i dopiero czekają na pełne wejście w rytm meczowy.

 

Krótki powrót do normalności

Duet Hellebrand–Kubicki wrócił dopiero w premierowym meczu rundy wiosennej – w małych derbach z Piastem Gliwice (2:1). Efekt był widoczny od pierwszych minut: większa kontrola nad tempem gry, więcej energii i konkretów pod bramką rywala. Kubicki nie tylko porządkował środek pola, ale dorzucił też asystę, potwierdzając swoją wartość.

Zespół znów wyglądał jak dobrze zestrojony mechanizm – linie ustawione bliżej siebie, pressing zsynchronizowany, środek pola funkcjonujący tak, jak powinien. Może nie była to jeszcze jesienna płynność i lekkość, ale wynik przywrócił wiarę. W końcu Piast to jedna z rewelacji ostatnich kolejek Ekstraklasy, dlatego trzy punkty zdobyte z tak wymagającym przeciwnikiem w Zabrzu przyjęto z satysfakcją, ale i należytą pokorą.

Warto jednak dodać, że droga do ponownego zjednoczenia duetu pomocników wcale nie była prosta. W przerwie zimowej Hellebrand nabawił się urazu, który na długo wyhamował jego przygotowania. Na szczęście zdążył się wyleczyć na pierwszy mecz po wznowieniu rozgrywek, choć w jego grze widać jeszcze pewne braki – minimalnie spóźnione wejścia w pojedynki, mniej dynamiki w doskoku, czasem złe decyzje przy rozegraniu. Mimo to sama jego obecność ustabilizowała środek pola.

Scenariusz szybko jednak ponownie się skomplikował. Już w drugim „wiosennym” starciu, z Lechem Poznań, drużyna Trójkolorowych ponownie musiała radzić sobie bez Jarosława Kubickiego, który wypadł ze składu z powodu urazu pleców. Górnik przegrał 0:1. Znowu zabrakło równowagi w centrum boiska – mniej kontroli, więcej chaosu, trudności ze stwarzaniem sytuacji bramkowych. Dużo piłek wybijanych z obrony prosto do napastników, z pominięciem linii pomocy.

To spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że wpływ duetu Hellebrand–Kubicki na postawę boiskową Górnika to już nie przypadek, lecz powtarzalny schemat. Gdy któregoś z nich brakuje, konstrukcja zaczyna się chwiać.

 

Dlaczego ta para jest tak istotna?

Hellebrand daje stabilizację – biega, wygrywa pojedynki, zabezpiecza defensywę, porządkuje pressing. Kubicki odpowiada za kreatywność – przyspiesza akcje, szuka odważnych podań, bierze odpowiedzialność przy piłce. Razem tworzą równowagę, której rezerwowi – przynajmniej na dziś – nie są w stanie w pełni zastąpić.

Oczywiście te wnioski opierają się wyłącznie na statystyce i prostym zestawieniu wyników. Futbol rzadko bywa tak jednowymiarowy. Słabsza forma zespołu może mieć głębsze podłoże – zmęczenie sezonem, problemy mentalne, rotacje w innych formacjach, brak skuteczności pod bramką czy zwykły zbieg okoliczności. Prawdopodobnie geneza kłopotów Górnika sięga dużo dalej niż tylko personalia w środku pola.

Ale trudno przejść obojętnie obok tak przygniatających liczb. Różnica między 2,13 a 0,2 punktu na mecz nie jest subtelna – to przepaść. To statystyczny krzyk, który domaga się zauważenia.

Przed Górnikiem wyjazd do Niecieczy na mecz z Termaliką. I znów wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy duet Hellebrand–Kubicki zagra w komplecie?

Bo w tym sezonie zależność jest aż nadto czytelna.

Z nimi – Górnik punktuje jak drużyna aspirująca do mistrzostwa Polski.

Bez któregoś z nich – traci swoją tożsamość.

A w futbolu brak tożsamości bywa groźniejszy niż chwilowy brak formy.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *