Górnik Zabrze zremisował 1:1 z Fenerbahçe w rewanżowym spotkaniu drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Po porażce 0:1 w Stambule oznaczało to zakończenie walki o najbardziej prestiżowe europejskie rozgrywki.
Sam wynik nie oddaje jednak tego, co wydarzyło się przy Roosevelta. Zabrzanie podjęli wspaniałą walkę i przez długie fragmenty rywalizowali z naszpikowanym gwiazdami tureckim potentatem jak równy z równym.
Na taki wieczór w Zabrzu czekano od wielu lat. Arenę Zabrze po brzegi wypełniło 28 499 widzów, którzy od pierwszych minut stworzyli atmosferę godną wielkiego europejskiego meczu. Zabrzańska publiczność nie tylko znakomicie przywitała piłkarzy, ale później przez całe spotkanie niosła ich głośnym dopingiem.
Górnik rozpoczął odważnie i już w szóstej minucie pierwszego uderzenia spróbował Erik Janža. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką. Niestety, chwilę później sytuacja zabrzan stała się jeszcze trudniejsza. Po rzucie rożnym Lukas Sadílek przewinił w pojedynku z Milanem Škriniarem. Sędzia początkowo nie wskazał na jedenasty metr, ale po analizie VAR przyznał Fenerbahçe rzut karny. Talisca nie zmarnował okazji i w 12. minucie wyprowadził gości na prowadzenie.
W tym momencie turecki zespół miał już dwie bramki przewagi w dwumeczu. Spotkanie zostało następnie na kilka minut przerwane z powodu zadymienia boiska po oprawie przygotowanej przez kibiców. Po wznowieniu gry Fenerbahçe próbowało kontrolować wydarzenia, ale Górnik nie zamierzał się poddawać.
W 23. minucie bliski podwyższenia prowadzenia był Fred, który niecelnie główkował z niewielkiej odległości. Z czasem coraz odważniej zaczęli jednak poczynać sobie gospodarze. W 29. minucie Erik Janža sprawdził Merta Günoka uderzeniem z rzutu wolnego. Bramkarz gości był dobrze ustawiony i odbił piłkę.
Zabrzanie konsekwentnie przesuwali grę na połowę rywala. Próbowali przedzierać się skrzydłami, wywalczali rzuty rożne i zmuszali defensorów Fenerbahçe do coraz większego wysiłku. W 38. minucie po dośrodkowaniu Janžy zablokowany został strzał Josemy. Po drugiej stronie boiska swoich szans szukali Talisca oraz Škriniar, ale również oni nie potrafili znaleźć drogi do bramki.
Najlepszy okres Górnika nastąpił w doliczonym czasie pierwszej połowy. Najpierw mocno z dystansu uderzył Erik Prekop, lecz Günok zdołał odbić piłkę. Później bramkarz Fenerbahçe poradził sobie również z próbą Sadílka, a strzał Maximiliana Dietza został zablokowany.
Napór zabrzan w końcu przyniósł efekt. W 55. minucie pierwszej połowy, oznaczonej w protokole jako 45+10, w polu karnym gości powstało ogromne zamieszanie. Najlepiej odnalazł się w nim Michal Sáček, który dopadł do odbitej piłki i mocnym strzałem po ziemi doprowadził do wyrównania. Stadion przy Roosevelta eksplodował z radości, a nadzieje na doprowadzenie do dogrywki ponownie odżyły.
Po przerwie Fenerbahçe wyszło na boisko z Masonem Greenwoodem oraz İsmailem Yüksekiem w składzie. Goście przejęli inicjatywę i przez kilka minut zmuszali Górnika do głębokiej obrony. W 59. minucie dobrą okazję miał Talisca, ale nieczysto trafił piłkę głową.
Michal Gašparík odpowiedział ofensywnymi zmianami. Na boisku pojawili się Sondre Liseth oraz Maksym Chłań, którzy zastąpili Erika Prekopa i Maximiliana Dietza. Chłań potrzebował zaledwie kilkudziesięciu sekund, aby zagrozić bramce rywali. Skrzydłowy huknął z okolic szesnastego metra, jednak Günok po raz kolejny stanął na wysokości zadania.
Górnik złapał wiatr w żagle. Gospodarze wywalczyli serię rzutów rożnych, a po strzale Sáčka domagali się nawet rzutu karnego za zagranie piłki ręką. Sędzia nie zdecydował się jednak na wskazanie jedenastego metra. Chwilę później z dystansu próbował Kacper Urbański, ale jego uderzenie zostało zablokowane.
Fenerbahçe również miało swoje okazje. Talisca dwukrotnie minimalnie chybił głową, a w 73. minucie znakomitą interwencją popisał się Philipp Schulze. Bramkarz Górnika zatrzymał uderzenie Yükseka z bliskiej odległości i utrzymał zabrzan w grze.
W końcówce Górnik rzucił do ataku wszystkie siły. Na murawie pojawili się jeszcze Peter Federico i Bruno Durdov. W 81. minucie dobrą pozycję wypracował sobie Chłań, lecz tym razem posłał piłkę nad poprzeczką. Zabrzanie do ostatnich sekund próbowali zamknąć rywala na jego połowie, ale doświadczona drużyna ze Stambułu skutecznie broniła korzystnego wyniku.
Awansu nie udało się wywalczyć, ale Górnik nie ma powodów do wstydu. Zabrzanie oddali sześć celnych strzałów przy zaledwie trzech takich próbach Fenerbahçe i mieli 45 procent posiadania piłki. To najlepiej pokazuje, że nie ograniczyli się do obrony, lecz podjęli otwartą walkę z zespołem, w którego składzie znaleźli się między innymi Nathan Aké, Milan Škriniar, Marco Asensio, Fred, Talisca czy Mason Greenwood.
Na ogromne słowa uznania zasługuje również zabrzańska publiczność. Blisko 30 tysięcy kibiców przez cały wieczór wierzyło w odwrócenie losów rywalizacji. Każdy odbiór, rzut rożny i ofensywna akcja gospodarzy wywoływały ogromny hałas. Piłkarze mogli poczuć, że za ich plecami stoi całe miasto.
Górnik pożegnał się z Ligą Mistrzów, ale zrobił to z podniesioną głową. W dwóch spotkaniach uległ tureckiemu gigantowi zaledwie 1:2. Pokazał charakter, odwagę oraz ogromną determinację. Jeżeli zabrzanie przeniosą taką postawę do kolejnych spotkań, ich europejska przygoda może potrwać jeszcze bardzo długo.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz