Za niespełna tydzień rozpoczynają się mistrzostwa świata. Jeszcze kilkanaście lat temu taka informacja wystarczyłaby, aby futbolowy świat oszalał. W pracy rozmawiało się o grupach, w szkołach dzieci zbierały naklejki, a kibice odliczali dni do pierwszego gwizdka. Dziś? Owszem, turniej budzi zainteresowanie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze zniknęła magia.
Oczywiście łatwo wskazać pierwszy powód. Na mundial nie awansowała reprezentacja Polski. Jednak byłoby zbyt prostym tłumaczeniem stwierdzenie, że tylko dlatego kibice podchodzą do turnieju z mniejszym entuzjazmem. Problem jest znacznie głębszy.
Kilka dni temu na naszym profilu facebookowym zapytaliśmy kibiców, który mundial wspominają najlepiej. Wyniki były bardzo ciekawe. Najwięcej głosów zebrały Francja 1998, USA 1994 i Niemcy 2006. Nie Katar 2022. Nie Rosja 2018. Nie nawet RPA 2010.
Przypadek? Raczej nie.
To właśnie tamte turnieje były symbolem mundialu, który odbywał się raz na cztery lata i był wydarzeniem wyjątkowym. Francja 1998 była pierwszym mundialem z udziałem 32 drużyn. USA 1994 do dziś pozostaje rekordowe pod względem frekwencji, a dla wielu kibiców była to pierwsza okazja do oglądania piłki na globalną skalę. Niemcy 2006 zapisały się w pamięci jako święto futbolu pełne fantastycznej atmosfery i wielkich historii – to na tym turnieju był mundialowy debiut Leo Messiego, Cristiano Ronaldo i Lukasa Podolskiego.
Dzisiaj FIFA proponuje nam zupełnie inny produkt.
Mundial 2026 będzie największy w historii. Zagra aż 48 reprezentacji, rozegrane zostaną 104 mecze, a gospodarzy jest aż trzech – USA, Kanada i Meksyk. Sam turniej potrwa ponad miesiąc i będzie logistycznym gigantem.
Tylko czy większy zawsze oznacza lepszy?
FIFA przekonuje, że rozszerzenie turnieju daje szansę kolejnym krajom, rozwija futbol na nowych rynkach i pozwala spełniać marzenia mniejszym federacjom. W tym jest sporo racji. Dzięki nowemu formatowi na mundialu zobaczymy reprezentacje, które wcześniej nie miałyby szans na udział w najważniejszym turnieju świata.
Jednocześnie coraz częściej słychać głosy, że mistrzostwa tracą swoją ekskluzywność. Kiedyś sam awans był wielkim osiągnięciem. Dziś kwalifikacje stają się łatwiejsze, a liczba uczestników stale rośnie. Krytycy zwracają uwagę, że większa liczba drużyn może obniżyć poziom sportowy części spotkań i rozmyć prestiż turnieju.
Nie bez znaczenia jest również przesyt futbolem. Dawniej mundial był czymś wyjątkowym, bo wielkie mecze oglądaliśmy kilka razy w roku. Dziś mamy Ligę Mistrzów, Ligę Narodów, Klubowe Mistrzostwa Świata, rozbudowane mistrzostwa Europy i dziesiątki transmisji każdego tygodnia. Piłka jest wszędzie. Paradoksalnie właśnie dlatego coraz trudniej sprawić, aby kibic poczuł, że ogląda coś naprawdę wyjątkowego.
Coraz częściej odnoszę też wrażenie, że FIFA myli rozwój z pompowaniem liczb. Więcej drużyn. Więcej meczów. Więcej gospodarzy. Tymczasem historia sportu pokazuje, że prestiż buduje się poprzez wyjątkowość. Nie dlatego Wimbledon jest legendą, że gra tam pół świata. Nie dlatego Liga Mistrzów była kiedyś tak ceniona, że uczestniczyło w niej kilkadziesiąt zespołów z jednego kraju.
Być może właśnie dlatego kibice z takim sentymentem wracają do Francji 1998, USA 1994 czy Niemiec 2006. Tęsknią za czasami, gdy mundial był wydarzeniem, a nie produktem. Gdy oglądaliśmy niemal każdą minutę turnieju, bo wiedzieliśmy, że za chwilę wszystko się skończy i trzeba będzie czekać kolejne cztery lata.
Czy FIFA zepsuła mistrzostwa świata?
To byłoby zbyt mocne stwierdzenie. Mundial nadal pozostaje największym piłkarskim świętem na świecie. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że organizacja od lat konsekwentnie odbiera mu część wyjątkowości. A magia futbolu, podobnie jak każda magia, działa tylko wtedy, gdy nie stosuje się jej zbyt często i w zbyt dużych dawkach.
Może więc problem nie polega na tym, że kibice przestali kochać mundial.
Może po prostu mundial przestał być tym samym mundialem, który pokochali.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz