Atmosfera wokół Legii Warszawa w trakcie okresu przygotowawczego przed nowym sezonem PKO BP Ekstraklasy jest po prostu fatalna. Z powodu braku gry w europejskich pucharach klub jest zmuszony masowo wyprzedawać zawodników, aby ratować finanse, które są w najgorszym stanie od lat.
Miał być nowy początek, a dzieje się to co zwykle
Idealnym tego przykładem jest pozbycie się 19-letniego środkowego obrońcy i wychowanka, Jana Leszczyńskiego. Młodzieżowy reprezentant Polski przenosi się do niemieckiej Borussii Mönchengladbach za kwotę około 3 milionów euro. Na Łazienkowskiej chłopak nie miał nawet szansy zaistnieć – jego licznik zatrzymał się na zaledwie 4 występach i 181 minutach spędzonych na boisku. Trzeba otwarcie powiedzieć, że właściciel klubu, Dariusz Mioduski, wspólnie z Marcinem Herrą i Fredim Bobiciem, doprowadzili do sytuacji, w której młody talent oddawany jest za przysłowiowe „frytki”. Zamiast ukształtować piłkarza regularną grą w drużynie Marka Papszuna i sprzedać go za rok za dwa lub trzy razy większą kwotę, klub oddaje go, byle tylko budżet nie utonął w długach.
Jan Leszczyński odchodzi z Legii
Środkowy obrońca Jan Leszczyński opuszcza Legię Warszawa. 19-letni absolwent Akademii Legii i młodzieżowy reprezentant Polski przenosi się do występującej w Bundeslidze Borussii Mönchengladbach.
Klub dziękuje Janowi Leszczyńskiemu za siedem lat… pic.twitter.com/JN8VRgpNel
— Legia Warszawa (@LegiaWarszawa) July 3, 2026
Dyrektor sportowy Legii Warszawa – Fredi Bobić wypowiedział się o transferze Leszczyńskiego w taki sposób:
Dostaliśmy ofertę z Borussii Moenchengladbach, więc musieliśmy zdecydować, co będzie najlepsze dla drużyny i dla klubu. Negocjacje z Borussią również przebiegły bardzo dobrze. Janek to bardzo utalentowany zawodnik, naprawdę bardzo dobry piłkarz. Myślę, że jest gotowy na grę w Bundeslidze i na występy w nowym zespole. Z naszej perspektywy, ten transfer jest korzystny pod względem finansowym, ale z drugiej strony, tracimy świetnego chłopaka. Wszyscy go lubią i cenią. Musimy jednak iść dalej i robić swoje, a Jankowi życzymy wszystkiego, co najlepsze.
Dyrektor sportowy Fredi Bobic o transferze Jana Leszczyńskiego. pic.twitter.com/LBX5Xga7wZ
— Legia Warszawa (@LegiaWarszawa) July 3, 2026
W skrócie: Wskutek problemów finansowych Legii Warszawa sam warszawski klub musiał pozbyć się swojego wychowanka, który nie dostał jeszcze nawet prawdziwej szansy pokazania swoich umiejętności na polskich boiskach i te pieniędze są dla nich ogromnym zbawieniem w tym trudnym czasie, gdzie nawet nie są w stanie sprowadzić chociażby byłego gracza „Wojskowych” oraz reprezentanta Polski – Bartosza Bereszyńskiego, który trafił ostatecznie do Motoru Lublin.
To jednak nie koniec zagadkowych ruchów kadrowych. Wcześniej do Pogoni Szczecin za darmo trafił kameruński napastnik Jean-Pierre Nsame, który chciał zostać w Warszawie i ze względu na zaawansowany wiek oraz częste kontuzje zgadzał się nawet na obniżkę pensji. Z kolei z pomocnikiem Kacprem Urbańskim rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron. Przy Łazienkowskiej miał być gwiazdą całej ligi – zwłaszcza pamiętając jego świetne występy w koszulce z orzełkiem na piersi podczas Euro 2024 czy grę we włoskiej Serie A, a nawet w Lidze Mistrzów. Ostatecznie w taktyce Marka Papszuna kompletnie się nie odnalazł i mimo wielu szans nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Trudno się dziwić 21-latkowi, że postanowił zmienić otoczenie i uciec od trwającego już rok regresu formy.
Z braku pieniędzy na transfery niezadowolony jest również sam Marek Papszun. W rozmowie z portalem Legia.net, po zremisowanym 2:2 sparingu z rezerwami FC Nürnberg podczas zgrupowania w Niemczech na pytanie, czy ktoś jest blisko przejścia do Legii, odpowiedział krótko i jednoznacznie: „Nie”. Patrząc na to, że do 16-krotnego Mistrza Polski trafiają wyłącznie gracze bez kontraktów – tacy jak Zoran Arsenić, Ivan Brkić, Łukasz Zjawiński czy Robert Deziel Jr. – nadzieje kibiców na walkę o tytuł przed startem sezonu drastycznie maleją. Co ciekawe, obecna wartość kadry Legii na portalu Transfermarkt wynosi zaledwie 17 milionów euro. To wynik typowego ligowego średniaka, gorszy nawet od Cracovii, która jeszcze pod koniec maja drżała o utrzymanie w Ekstraklasie.
A przecież w sezonie 2016/17, gdy Legia awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów i zarobiła blisko 116 milionów złotych, w polskich mediach bębniono, że finansowo odjedzie reszcie stawki na lata. Jak pokazał czas, rywale dawno dogonili stołeczny klub. Pod rządami Dariusza Mioduskiego Legia z każdym rokiem pogrąża się w marazmie, stając się drużyną, która za chwilę przestanie liczyć się w walce o mistrzostwo czy choćby o eliminacje do europejskich pucharów. Warto przypomnieć, że w nadchodzącym roku minie aż sześć lat od ostatniego mistrzowskiego tytułu dla Warszawy
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.






Dodaj komentarz