Z piekła do nieba. Od Cojocaru do Pozo. Rollercoaster w Szczecinie.

Z piekła do nieba. Od Cojocaru do Pozo. Rollercoaster w Szczecinie.

Cytując klasyka: „Nie wierzę w kosmitów, za to wierzę w zabobony i czary”. Dla osób kierujących się podobną życiową ideologią to, co dzieje się z bramkarzami w naszych rodzimych ligach, z pewnością nie jest dziełem przypadku. Dziś do grona pechowców dołączył rumuński golkiper Portowców, Valentin Cojocaru. Reakcja bramkarza jasno pokazała, że sam nie do końca wiedział, co właściwie wydarzyło się przed chwilą za jego sprawą. Na szczęście – nie tylko dla niego, ale i dla całej drużyny – z pomocą z ławki przyszedł Pan piłkarz José Pozo.

Po ubiegłotygodniowej wpadce w Częstochowie szczecinianie wrócili na Pomorze mocno poobijani. Po meczu, o którym zawodnicy trenera Thomasberga chcieli jak najszybciej zapomnieć, najlepszym lekarstwem miało być pewne zwycięstwo. Dość nierówna w ostatnich tygodniach Korona wydawała się idealnym rywalem, by opatrzyć rany po tamtej porażce. Remis Pogoni nie satysfakcjonował i to ona w głównej mierze prowadziła przebiegiem spotkania.

Po kilku mniej groźnych strzałach pierwsza połowa zafundowała nam pierwszego gola, a dokładniej babola w wykonaniu Cojocaru. Dośrodkowanie Wiktora Długosza po rykoszecie od Attila Szalai co prawda zmieniło tor lotu, ale już wtedy było widać, że piłka nie zmierza nawet w światło bramki. Rumun był jednak innego zdania i po dość pokracznej próbie interwencji wbił sobie piłkę do własnej siatki. 

Bramkarz Portowców nie miał jednak wiele czasu na rozpamiętywanie błędu, bo ataki Złocisto-Krwistych szybko nabrały tempa. Po fantastycznym zgraniu piłki przez Błanika w stuprocentowej sytuacji znaleźli się Rubežić i Soteriou, którzy jednak wzajemnie sobie przeszkodzili. Ostatecznie Cypryjczyk zdołał oddać strzał z bliska, lecz Cojocaru pewnie poradził sobie z tym uderzeniem, dając sygnał, że nie ma zamiaru chować głowy w piasek. Pogoń miała co prawda kontrolę nad meczem, jednak niewiele z niej wynikało. Dziekoński rzadko był zmuszany do większego wysiłku. Najgroźniejszy mógł okazać się strzał Mukairu na dalszy słupek, lecz piłka minęła bramkę. Poza tym gospodarze ograniczali się głównie do jałowego posiadania piłki i kilku mniej groźnych uderzeń.

Przełom dla szczecinian nastąpił około 60. minuty, gdy na boisku pojawił się wyraźnie dziś namaszczony przez bogów futbolu José Pozo. Hiszpan potrzebował zaledwie kilku chwil, by zaznaczyć swoją obecność – jego strzał zza pola karnego, choć odrobinę szczęśliwy, znalazł drogę do siatki. Jak i w końcówce spotkania Pozo ponownie stał się bohaterem. Świetnie przyjął piłkę w polu karnym, wykorzystał zamieszanie i oddał strzał, który ominął wszystkich i wpadł do bramki tuż obok bezradnego golkipera Korony. Były to jego pierwsze trafienia w tym sezonie Ekstraklasy – może nieco szczęśliwe, ale z pewnością piekielnie ważne i przede wszystkim bardzo efektowne.

– Frajerstwo w naszym wykonaniu w końcówce. Fatalnie zachowaliśmy się przy stałym fragmencie gry, wiedząc, że to była ostatnia akcja meczu. Zabrakło czegoś w tamtym momencie i, niestety, wyjeżdżamy ze Szczecina bez punktów. – tak w ostrych słowach postawę swoich podopiecznych ocenił na pomeczowej konferencji trener Korony Kielce, Jacek Zieliński.

Ale wracając jeszcze na chwilkę do gospodarzy. Wraz z bohaterem wczorajszego spotkania na boisku, po jednomeczowej absencji, pojawił się także Kamil Grosicki. Skrzydłowy zaliczył niezłe wejście w mecz, ożywił grę gospodarzy i wprowadził sporo zamieszania w defensywie rywali. Miał również okazję zamknąć spotkanie jeszcze przed trafieniem Pozo, jednak po świetnym zachowaniu w polu karnym debiutującego w tym meczu Natana Ławy (syna byłego zawodnika Pogoń Szczecin, Bartosza Ławy) fatalnie spudłował. Mimo tego jego zmiana zdecydowanie zasługuje na plus. 

Po dramatycznej końcówce Pogoń Szczecin sięga po niezwykle cenne trzy punkty. W bardzo ciasnej tabeli oznacza to skok aż o siedem pozycji – szczecinianie zajmują teraz 8. miejsce i tracą tylko cztery punkty do strefy eliminacji europejskich pucharów. Już w sobotę szczecinian czeka wymagający wyjazd na mecz z Lechią Gdańsk. Zapowiada się naprawdę ciekawe spotkanie.

Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *