Górnik Zabrze rozpoczął sezon ligowy od zwycięstwa. Trójkolorowi przegrywali do przerwy ze Śląskiem Wrocław, ale po zmianie stron całkowicie odmienili obraz spotkania i triumfowali przy Roosevelta 2:1.
Pierwsza połowa należała do gości. Już w 7. minucie Josema popełnił fatalny błąd podczas wyprowadzania piłki, zagrywając ją wprost pod nogi Piotra Samca-Talara. Kapitan Śląska szybko uruchomił Przemysława Banaszaka, który pokonał Philippa Schulzego i dał beniaminkowi prowadzenie. Górnik próbował odpowiedzieć, lecz jego ataki były zbyt wolne i przewidywalne, by poważnie zagrozić Michałowi Szromnikowi.
W przerwie spotkania doszło do miłej uroczystości. Lukas Podolski uhonorował koszulkami meczowymi oraz karnetami kibiców, którzy w poprzednim sezonie byli obecni na wszystkich spotkaniach Górnika – zarówno domowych, jak i wyjazdowych, ligowych oraz pucharowych. Był to piękny gest wobec najbardziej oddanych sympatyków zabrzańskiego klubu.
Michal Gašparík nie czekał ze zmianami. Po przerwie Sondre Liseth i Roberto Massimo zastąpili debiutujących przy Roosevelta Maximiliana Dietza oraz Patryka Warczaka. Szczególnie zaskakujące było ustawienie Massimo na prawej obronie, ponieważ wcześniej nie oglądaliśmy go w tej roli. Roszady przyniosły jednak efekt – Górnik przejął inicjatywę i praktycznie zamknął Śląsk na jego połowie.
Przełom nastąpił w 65. minucie. Kacper Urbański posłał prostopadłe zagranie w pole karne, prawdopodobnie adresowane do Lukasa Sadílka. Piłkę próbował przeciąć Yehor Matsenko, lecz zrobił to tak niefortunnie, że przelobował własnego bramkarza. Trafienie zostało zapisane jako gol samobójczy.
Zabrzanie poczuli krew i ruszyli po komplet punktów. W 79. minucie, po krótko rozegranym rzucie rożnym, dośrodkowanie Urbańskiego przedłużył Josema. Piłka trafiła pod nogi Yvana Ikii Dimiego, który sprytnym strzałem zza pola karnego pokonał Szromnika. Dla Hiszpana była to zarazem częściowa rehabilitacja za błąd z początku spotkania.
Niecodziennych emocji dostarczał również arbiter Marcin Szczerbowicz. Nie chodziło nawet o jego decyzje, lecz o wyjątkowo niefortunny dobór stroju. Czarny uniform sędziego niewiele różnił się z perspektywy trybun od ciemnozielonych koszulek Śląska. W niejednej akcji arbiter wyglądał więc niczym dwunasty zawodnik gości, co mogło dezorientować zarówno kibiców, jak i samych piłkarzy.
Górnik nie zachwycił przez pełne 90 minut, ale pokazał charakter, skutecznie zareagował na wydarzenia boiskowe i po słabej pierwszej połowie zdołał odwrócić losy rywalizacji. Trzy punkty zostały przy Roosevelta, a zabrzanie mogą już skoncentrować się na kolejnym wielkim wyzwaniu.
Już w środę 29 lipca Górnik ponownie zagra przed własną publicznością. Do Zabrza przyjedzie Fenerbahçe, które w pierwszym meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów wygrało w Stambule 1:0. Jednobramkowa strata pozostawia Trójkolorowych w grze – przy Roosevelta szykuje się kolejny niezwykle emocjonujący wieczór.
Podobał Ci się ten artykuł? Doceniasz pracę autora? Możesz okazać wsparcie, stawiając mu symboliczną kawę i pomagając dotrzeć z jego tekstem do szerszego grona — udostępnij artykuł poniżej.







Dodaj komentarz